o puchu marnym
Blog > Komentarze do wpisu

Czasami człowiek musi, inaczej się udusi.

No więc uwewnętrznię się na zewnątrz- wywalę swoje bebechy i wnętrzności jak nic:) Notka zainspirowana ciekawą dyskusją przeprowadzoną wczorajszego dnia i spowodowana zupełnie innym punktem widzenia /moim/ od uczestniczek. Czasami naprawdę myślę że w moim myśleniu jest mało z kobiety:) Więc podejmuję dwie kwestie i na swoim przykładzie napisze jak ja to widzę i odbieram.

Trudne pytania.

Każdemu pewno zdarzyła się konieczność odpowiadania na trudne pytania- w moim przykładu np: to co się urodziło? to kiedy dziecko? a co się stało? Nie powiem żebym wpadała w zachwyt i uniesienie- zawsze miałam wrażenie jakby piorun we mnie grzmotnął, a w myślach padały niecenzurowane słowa- że też wspomnę o pierwszym okresie kiedy łzy stawały w oczach momentalnie- taka: akcja-reakcja:) Ale dzisiaj uważam że to problem nie tkwił w tych znajomych, czy też przyjaciołach, czy rodzinie która zadawała w/ w pytania, ale tkwił we mnie. Wszak nie miałam wypisane na czole grubymi literami: temat TABU taki i taki nie podejmować rozmowy pod groźbą utraty życia. A ludzka ciekawość to rzecz naturalna- i mi zupełnie nieobca, bo często zadaje takie pytania innym parom, małżeństwom czy też przyjaciołom i mam nadzieję że nie odbierają tego jako natręctwo czy też brak taktu- bo taką wczoraj wersję usłyszałam ku mojemu zdziwieniu. Czy naprawdę takie pytania jak padają to muszą być jedynie wynikiem nietaktu, natręctwa i niezdrowej ciekawości- no mi jakoś w głowie się nie mieści. Nikomu nie przyszło do głowy, że może być to oznaka troski, współczucia, okazania wsparcia czy chociażby zainteresowania. Co jest złego w takich pytaniach? Wszak każdy ma swoje życie, plany jakieś- to czemu nie zapytać się o dziecko, czy jest w planach czy nie? A odbierane to było jako atak, jako popędzanie, jako nagonka wręcz i nade wszystko ten nieszczęsny nietakt. Ja rozumiem, sama to przeżywałam, żyłam w bólu, rozpaczy i chciałam wrócić jak najszybciej do normalności, może i zapomnieć... ale powtarzam- na dzień dzisiejszy uważam że to tkwił problem we mnie, a nie w osobach które mnie pytały. Zresztą patrząc na to chociażby z aspektu psychologicznego to niezdrowe jest takie podejście zamykania się na innych i nie rozmawiania na jakiś temat. W człowieku się to tylko gromadzi, buzuje, irytuje...a to już krok do zazdrości, zawiści i wielu innych zżerających od środka odczuć. Takie moje zdanie i mogą paść na mnie gromy teraz zaprzeczeń i wyklinania. Jak dla mnie nie ma złych pytań- są złe odpowiedzi- zawsze można powiedzieć przecież że nie chce się rozmawiać na ten temat i załatwiona sprawa, a nie odbierać to jako atak na własną osobę.

Drugi temat pod tytułem: "Czemu ona, a nie ja. Życie takie niesprawiedliwe."

No i po części wrócę do mojego wcześniejszego wątku że widzimy i zapatrzeni jesteśmy w swoje istnienie, w swoje problemy, a innych nie widzimy. Co z tego, że ktoś "wpadł" co z tego że komuś udało się za pierwszym razem, czy za trzecim, a "nam" nie udaje się od 5 miesięcy. To jest nasza indywidualna natura, nasze ciała, nasze owulacje, jajniki, jajowody i nasze starania. Tak bardzo walczymy o to aby nikt się nie wtrącał w nasze życie, nie porównywał, nie kadził kazaniami- przecież to nie ich interes- a tak często nie jesteśmy konsekwentni w tym, czy też nie dajemy tego prawa innym osobom. Gromy z jasnego nieba padłyby pewno gdyby ktoś powiedział tak o nas: "to niesprawiedliwe że Tobie się udało, a mi nie"- ale wszystko jest cacy i pięknie kiedy takie słowa padają z naszych ust.

Życie takie niesprawiedliwe dla nas.... a co mają powiedzieć kobiety niepłodne- czy one też tak myślą o nas, tych płodnych? Czy też wyklinają i złorzeczą na nas, żeśmy są płodne? Czy będąc już w ciąży mamy chodzić kanałami żeby nie razić swoim brzuchem po oczach starających się? I jak mamy się cieszyć tą upragnioną i wywalczoną ciążą, mając świadomość że ktoś może pomyśleć o nas tak: "to niesprawiedliwe że ona ma a ja nie- staram się dłużej niż ona". To co jest sprawiedliwe? Ma być ustanowiona kolejka, która ile się stara i te o największym stażu czasu mają zachodzić? Czy ja po stracie dwójki dzieci jestem jakoś uprzywilejowana i powinnam zajść niebawem- a może wręcz na odwrót- już miałam dwie ciąże i koniec, finito, kapulto? Co ma sprawa mojej ciąży do ciąży kogoś innego. Na jakiej podstawie ja mam w ogóle porównywać to?  Sprawiedliwość, wynika z tego, jest wtedy spełniona kiedy "ja" będę w ciązy- wtedy jest sprawiedliwe. Wtedy zapominamy o tych które starają się znacznie dłużej niż my i którym nie jest jeszcze dana ciąża- popadają u nas w zapomnienie, a przecież w myśl naszych wcześniejszych słów- zdarzyła się niesprawiedliwość wielka... tylko że nie dla nas, więc to już mało ważne. Słowa bowiem te, miały moc gdy padały z naszych ust, natomiast z ust innych- to banialuki pewno. Troche pachnie mi to egoizmem i zapatrzeniem w siebie.

Myślę że oba wątki mają ze sobą wiele wspólnego. Chlebem powszednim są dla nas starania, walka, badania, wyniki i tak nieustannie od jakiegoś czasu. Kobiety irytują się na niepowodzenia, odczuwają czasami poczucie winy, strach, irytację... i próbują tłumaczyć sobie, czy też wyładować się jakoś. Nie twierdzę że nie mają racji- bo gdzie tu sprawiedliwość kiedy matka rodzi dziecko i wyrzuca je na śmietnik jak zbędną rzecz. Gdzie tu człowieczeństwo zapytajmy przede wszystkim. Ale po co od razu tyle negatywnych emocji, zawiści, zazdrości, niezdrowej konkurencji, rywalizacji...  Trochę zmieniając powiedzenia psa ogrodnika- samemu się nie może, to innym się zazdrości.

Tak ja to widzę. Uczucie zazdrości nie jest mi obce- co to to nie:) ale mam nadzieję że panuję nad nim i nie trawi mnie od środka... ale martwią mnie takie podejścia do sprawy, bo takim sposobem- kto będzie cieszył się uczciwie kiedy nam się uda zaciążyć? Czy znajdzie sie ktoś taki, bez myśli ...."to niesprawiedliwe- czemu ona.... a nie ja"

wtorek, 28 sierpnia 2007, annawanda
Komentarze
2007/08/29 11:04:45
widzę, że, co prawda w inny sposób, ale nasze myśli krążą dziś wokół jednego tematu.
ja już sama nie wiem, jak to z tą zawiścią jest. bywam zawistna i zazdroszczę, a jednocześnie cieszę się, że kogoś spotkało szczęście. to trudny temat.
a jeśli chodzi o pytania - ja prawie nikomu o ciązy nie mówiłam. więc mało ludzi pytało. ale nie lubię gdy ktoś pyta zbyt natrętnie - gdu chce na siłę pocieszać, a ja po prostu nie wszystkim chcę opowiadać co u nas, czy jest ok, czy nie. a z drugiej strony gdy o potomka pyta ktoś nieswiadomy co nas spotkało, to obracam sprawę w żart, że jeszcze nie czas, że póki co wolimy noce spędzać uprawiając seks niż usypiać dzieci. ale jesli ktoś wypytuje np 10 minut (a słowo daję, że mam takiego kolegę!), to mam ochotę powiedzieć: "miałabym dziecko, w listopadzie! tylko, że mi się nie udało, bo poroniłam, kapewu? czy masz jeszcze jakieś pytania?"
czy ta odpowiedź byłaby ok?
-
2007/08/29 12:58:52
A to może taki typ charakteru - pewno na wszystkie tematy uwielbia rozmawiać godzinami i nie ma umiaru:) Mam takich znajomych- potrzebują jedynie publiki i mogą gadać godzinami np na mój temat- nie dopuszczając mnie przy tym zgrabnie do głosu:):):)
-
Gość: Centuś, evm28.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/08/29 20:49:33
A mnie sie przypomina genialny (jak zawsze)rysunek Andrzeja Mleczki.

Gość klęczy na skale, w tle widać wielkie miasto. Gość krzyczy:

- A pocałujcież wy mnie wszyscy w d..ę.

Coraz częściej go rozumiem...
-
2007/08/30 08:02:12
Centuś buahahaahah:):):) jak ja Cię rozumiem:) tez tak mam czasami:)